Koniec ery sukcesów.

Orest Lenczyk pożegnał się z posadą pierwszego trenera Śląsk Wrocław. „Pana od WF-u” można uwielbiać, można szanować, można krytykować i mieszać z błotem. Ja go nie lubię. Za szacunek, a raczej często jego brak, do innych ludzi. Jednak jedno jest pewnie – pan Orest zrobił dla Śląska więcej niż Gikiewicze czy Ćwielongi razem wzięte, a mimo to wybrano narzekających na wszystko piłkarzy, nie trenera. Dlaczego?

Powszechnie wiadomo, że gdzie by nie pracował Lenczyk, tam szybko rodzą się nieporozumienia, wytwarza się negatywna atmosfera na przeróżnych płaszczyznach. We Wrocławiu panowała ona wszędzie. Na linii trener – zarząd, trener – piłkarze (słynne „taśmy prawdy”). Jednak wygląda na to, że nikt nie dostrzega tego, co dla rozwoju Śląska zrobił pan Orest. Gdy w 2010 roku zastępował Tarasiewicza, nikt nie spodziewał się, że w maju wrocławski rynek przyjmie zalew fanów świętujących wicemistrzostwo. Jego zadaniem było wydobycie dołującego wtedy zespołu ze strefy spadkowej, a następnie utrzymanie w Ekstraklasie. Chyba nikt nie zaprzeczy, że osiągnięto w tym wypadku wynik kilkukrotnie przekraczający normę. Śląsk po wielu latach wreszcie ruszył na podbój Europy (jak wiemy oczywiście nieudany, jednak w Polsce nie jest to nowość).

Kolejny sezon przyniósł jeszcze większy sukces. Mistrzostwo. Czynników, które na to pozwoliły było oczywiście wiele. Nieudolność Legii, stracone punkty w końcówce Ruchu, szczęśliwe zwycięstwo z Bełchatowem, wreszcie niewykorzystana sytuacja Wisły w końcówce meczu ostatniej kolejki. Kto wyobraża sobie, że taki zespół może zdobyć majstra? Kadrowo miejsce Śląska jest w środku tabeli, z możliwością włączenia się do walki o puchary. W takim razie co zadecydowało, że wrocławianie mogli cieszyć się z tego, że są najlepsi? Orest Lenczyk. To on wycisnął z piłkarzy ich maksimum, nauczył wygrywać i mimo fatalnego stylu zdobywać punkty.

Jak już wcześniej zostało napisane, nie lubię Oresta. Nie podobało mi się jego zachowanie po Polish Masters, na którym nie pojawili się ultrasi, a „nestor polskich trenerów” powiedział, że chciałby aby taka sielska atmosfera panowała na każdym meczu. Nie lubię jego braku szacunku do dziennikarzy, innych trenerów. Nie mogę nawet słuchać jego wypowiedzi na konferencjach, gdy jego nastawienie potrafiłoby ostudzić największego optymistę. Jednak gdyby nie pan Orest Lenczyk, w gablocie Śląska brakowałoby trzech medali. Dziękujemy.

PAWEŁ DUDEK

Reklamy

2 Komentarze to “Koniec ery sukcesów.”

  1. I O.K. Dziękujemy za vice i mistrza ( z tym mistrzem to juz nie tak do konca ale niech tak będzie) I jego formuła, czas juz się skończył. Za zasługi to po dziś dzień w takim wypadku powinien nadal trenerem być Władysłąw Żmuda. Sam piszesz człeku że nigdzie nie popracował dłużej. Gdyż nigdzie nie potrafił na dłuższą metę pracować z jakimkolwiek zespołem ludzkim. Niweczy swoim zachowaniem wszystko.Piszesz ze nikt nie dostrzega jego osiągnięć. Nikt nie jest ślepy osiągnąl OK dziękujemy i będziemy pamiętać.Niemniej tylko dlatego miał klub, zarząd patrzeć jak ignoruje wszystko i wszystkich, nie potrafiŁ juz panować nad zespołem.I tu jest cała prawada o trenerze Lenczyku, jest dobry na krótki dystans, póki nie zobaczą wszyscy jaki to w gruncie rzeczy nieszczery i konfliktowy człowiek.Dlatego właśnie prędzej czy pózniej dostawał kopa ze wszystkich miejsc pracy, z tego gł. powodu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: