Mógł rozwiązać problemy Lenczyka, o mały włos nie pomógł Fornalikowi…

Chciał decydować o wszystkich i wszystkim. Być sterem, żeglarzem i okrętem – trenerem, menedżerem, dyrektorem sportowym. I pełni tę funkcję. Nieoficjalnie, ale pełni. Może i jest szkoleniowcem (znaczy się – na pewno jest) z górnej półki krajowej, ale na niwie transferowej notuje gafę za gafą. Wczoraj o kolejnym ślepym strzale Oresta Lenczyka przekonał się jego wychowanek, Waldemar Fornalik.

Henrik Ojamaa. To nazwisko zapewne długo przewijało się w polskiej szatni. Silny, krępy napastnik kilkukrotnie sprowadzał do parteru czy Wasilewskiego, czy Perquisa (zdaniem Tomasza Jasiny – również Obraniaka). I choć to był jego dopiero piąty występ w reprezentacji, nakrył czapką takiego snajpera, jak Lewandowski.

20 lat, bez klubu, dwie bramki w Rowaniemi. Z takim CV przyjechał do Wrocławia w grudniu. Miał trenować przez tydzień, został na ledwie trzy dni treningi.  W takim okresie to można przeprowadzić testy gimnazjalne, ale nie te piłkarskie. Trochę mało, by sprawdzić jego umiejętności, zwłaszcza gdy wszystkie zajęcia były podporządkowane zbliżającemu się meczowi z Górnikiem Zabrze. No ale w końcu trzeba było zadecydować, a jaka decyzja jest najprostsza? Oczywiście, że „dziękujemy!” Tak też postąpił Orest Lenczyk i posłał piłkarza, wraz z jego menedżerem, w poszukiwanie kolejnego klubu.

Ojamaa ostatecznie wiosnę spędził w szkockim Motherwell i ekspresowo został wyróżniającą się postacią ligi. Siedem bramek zdobytych w przeciągu pół roku to niezły wynik.  Zważając, że Gikiewicz przez całą karierę w polskiej ekstraklasie, strzelił ich zaledwie pięć…

No ale Estończyk już o Śląsku nie myśli, podczas gdy działacze (z trenerem na czele!) plują sobie w brodę. Bo, co jest największą bolączką wrocławian? Oczywiście, że atak. Oczywiście, że brak piłkarza, który byłby w stanie dołożyć te siedem bramek w sezonie (był taki jeden – Celeban – ale dziś siedzi na ławce w Rumunii). Na tle Wasilewskiego, Perquisa i Piszczka, Ojamaa radził sobie nad wyraz nieźle. To drybling, strzał, dobra prostopadła piłka. Całe szczęście, dla wymienionej trójki, że estoński selekcjoner dał mu zagrać ledwie 45 minut. Przecież zawodnik Motherwell przez cały swój pobyt na boisku starał się pomóc Fornalikowi – otworzyć mu oczy i przekonać, że Wasilewski to środkowym obrońcą nie jest.

Zapytany w grudniu o 20-letniego napastnika, Orest Lenczyk stwierdził, że nie przewyższa on umiejętnościami tych piłkarzy, którymi dysponuje Śląsk. Panie trenerze, obserwując wczorajszy mecz z Estonią, zapewniamy Pana. Przewyższa. Oj, przewyższa…

 

Reklamy

2 Komentarze to “Mógł rozwiązać problemy Lenczyka, o mały włos nie pomógł Fornalikowi…”

  1. kurwa! szkoda, przeciez z takim gikiewiczem to mistrzostwa drugi raz nie zdobedziemy! a Ojamaa dobry!

  2. Przecież tak na tym portalu broniliście Lenczyka.Fani już dawno go rozszywrowali,a powinni pseudo dziennikarze i blogerzy,żenua.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: